Wymiana listopad 2011 NL

Dziennik pokładowy z wymiany edukacyjnej - "LISTOPAD 2011"


 

Galeria Holandia 2011

2011 11 17 023   2011 11 18 007

16 listopada 6:30
Zbiórka pod szkołą. Wyruszamy do Katowic, aby odbyć naszą krótką podróż samolotem do Eindhoven.

16 listopada 8.53
Jesteśmy na lotnisku. Kierujemy się do odprawy oraz kontroli bezpieczeństwa. Łukasz zostaje zmuszony do pozostawienia swojego cennego soku bananowego przy bramce. Zakładamy swoje paski do spodni, pakujemy manatki
i powoli zmierzamy w stronę sklepów bezcłowych.

16 listopada 10:30
Otrzymujemy informację, że lot zostanie opóźniony z powodu słabej widoczności. Idziemy spocząć w kawiarni.

16 listopada 11:00
Dostajemy informację, że lot zostanie odwołany (nie tylko nasz – Oslo, Dortmund, Londyn, Gdańsk również nie polecą). Pięciuset pasażerów stłoczonych w sali odlotów bez informacji, co dalej. Musimy oddać nasze zakupy i odebrać bagaż. Dzięki uprzejmości naszego kierowcy Pana Leszka ze Starostwa Powiatowego oraz Pani Agnieszki z biura podróży Omnitur będziemy kontynuować naszą podróż z dworca PKS w Katowicach do Eindhoven.

16 listopada 16:32
Wyruszamy w długą i męczącą podróż do ojczyzny wiatraków i tulipanów .


17 listopada 0:02
Po kontroli dokumentów (tak, tak, Schengen nie istnieje), przekraczamy granicę z Niemcami. Od tego momentu nie zatrzymujemy się już do przystanku w Eindhoven.

17 listopada 8:46
Marcel Stabel, Henry van Wanrooij oraz Ton van de Langenberg odbierają nas z przystanku i zawożą do Wolfsven, miejsca zakwaterowania.

17 listopada 15:49
Wyruszamy w podróż, aby odwiedzić średniowieczny zamek w Helmond, który do 6 grudnia będzie siedzibą św. Mikołaja. Nasza przygoda w komnatach kończy się o 21. Spanie nie wchodzi jednak w rachubę, gdyż nieoczekiwaną wizytę składają nam holenderscy uczniowie, uczestnicy wymiany z maja 2011 w ZSP nr 1 w Tomaszowie Maz. Jest nam bardzo miło, że nasi koledzy o nas nie zapomnieli.


18 listopada 8:00
Jedziemy do szkoły ROC ter AA. Ton van de Langenberg zapoznaje nas z instrukcją dotyczącą realizacji projektu edukacyjnego pt. „Show me Helmond” („Pokażcie mi Helmond”). 4-częściowy projekt obejmuje:

  1. stworzenie 60-sekundowej animacji nt. historii miasta;
  2. nagranie 30-minutowego filmu promującego miasto z elementami wywiadu w jęz. angielskim z mieszkańcami Helmond;
  3. konfiguracja serwera web 2011.encounteraa.nl
  4. uruchomienie i skonfigurowanie usługi podcast.

19 listopada 7:40
Wyruszamy na stację kolejową w Geldrop. Nastroje wydają się minorowe z powodu długiego zebrania pouczającego poprzedniego dnia, które zakończyło się prawdopodobnie nie wiemy kiedy.

19 listopada 8:18
Czas zacząć wyprawę. W planie los ma jednak dla nas kilka przygód.

19 listopada 9:30
Jesteśmy w Hilversum. Drzwi jednak odmawiają posłuszeństwa i jedziemy na następną stację pełni nadziei, że będzie możliwość powrotu.

19 listopada 10:00
Docieramy do siedziby radia "Studio 100% NL", które znajduje się w budynku największej stacji radiowej  w Holandii. "Studio 100% NL" pokrywa swoim zasięgiem całą Holandię wykorzystując do tego 25 nadajników średniej mocy. Prezentuje jedynie muzykę w języku holenderskim korzystając przy tym jedynie z dwóch studiów nadawczych oraz 28 pracowników. Reklamy zajmują przeciętnie 8-10 min z godziny audycji co pozwala na sukcesywną spłatę rat kredytów zaciągniętych celem rozpoczęcia działalności. Przy liczbie niespełna dwóch milionów słuchaczy zajmuje jedno z czołowych miejsc w rankingu słuchalności. Na ścianach jednego ze studiów można zobaczyć płytki zawierające cytaty z piosenek słynnych holenderskich wykonawców oraz ich autografy.

19 listopada 11:08
Wsiedliśmy do pociągu wiozącego nas na stację Amsterdam central.

19 listopada 12:24
Wysiadamy na dworcu centralnym w Amsterdamie. Dostajemy mapki centrum miasta od Marion - żony Marcela Stabela i wyruszamy na podbój stolicy handlu diamentami. Pierwszym przystankiem jest kiosk  z najlepszymi w Holandii (potwierdzono badaniami) frytkami belgijskimi (?). Następnie zmierzamy w stronę Głównego placu odległego o około 500 m od dworca, gdzie spotkamy się ponownie o 17. W razie potrzeby mamy spotkać się w umówionej wcześniej kawiarni, gdzie oczekują nas nasi profesorowie.

19 listopada 12:24 - 17:00
Zaciekle penetrujemy uliczki szukając tego, czego próżno szukać w naszej nietolerancyjnej ojczyźnie. Najpierw kierujemy się do kawiarni celem wypicia kawy. Po wejściu dociera do nas jakiś zupełnie nieznany nam zapach. Pobudzeni tą kuszącą wonią zaglądamy do menu. Ku naszemu zdziwieniu kawę sprzedaje się tutaj na gramy (bo tak sprzedaje się najlepsze kawy), a nazwy są raczej w Polsce niespotykane. Znów zatapiamy się w pełne wdzięku alejki. O 17:00 docieramy w umówione miejsce i po spotkaniu z holenderskimi przyjaciółmi kierujemy się w stronę zakazanej dzielnicy. Szybki marsz doprowadza nas na stację kolejową.

19 listopada 18:08
Wracamy do domu. Jeszcze tylko jedna przesiadka i będziemy na miejscu.

19 listopada 20:00
Wreszcie w Wolfsven. Czas się położyć... Ale na pewno nie teraz! Jutro wstajemy o 11 więc można trochę się zabawić.


20 listopada 12:05
Dennis Wijn zabiera nas samochodem do domu Ferdie'go. Gramy w piłkę, a po meczu jego mama zaprasza nas na tradycyjne holenderskie Snacksy. Po posiłku rozgrywamy parę partii w teksańskiego pokera (bez nagród oprócz dumy z wygranej), po czym wracamy na tradycyjny polski obiad. Po napełnieniu brzuszków czas zabrać się do pracy, bo projekt - rzecz święta (jasne).


21 listopada
Pobudka, rzecz nieunikniona. Toaleta poranna także. Za oknami mgła jak na obrazach Van Gogh’a. Oby impresjonizm nie wdarł nam się w projekt. Szkoła wita nas, jak zwykle, uprzejmym uśmiechem. Poprzedni wieczór spędziliśmy na przygotowywaniu planu realizacji projektu. Zawarte są w nim nasze cele, zadania, sposoby realizacji, dzienny plan oraz analiza ryzyka niepowodzeń. W czasie wspólnych rozmów próbowaliśmy rozwiązać problemy, na które napotykamy wgłębiając się w realizację projektu. Dobra lekcja pokory.

W szkole odbywamy rozmowę z managerami projektu – Ton’em van de Langerberg’iem  i Peter’em Bessems’em. Wsłuchujemy się w uwagi, dotyczące sporządzonych wcześniej dokumentów. Lider projektu – Łukasz Florczak próbuje opanować działanie profesjonalnej kamery telewizyjnej HD. Ciężko utrzymać taki drogi sprzęt.

Musimy ochłonąć. Spacerujemy do centrum Helmond w celu stworzenia ogólnego wrażenia miasta oraz przedyskutowania pomysłów na realizację filmu.

O 13.30 wyruszamy do ‘DTC Systems’ ( Data Telecom Connections ) - firmy zajmującej się systemami teleinformatycznymi ( stacjonarnymi i mobilnymi ). Korzystamy z gościny Denisa, uczestnika majowej wymiany w Polsce. Denis odbywa swoje 21 tygodniowe praktyki w tej firmie i wyświetla prezentację, dotyczącą nie tylko samej firmy, ale również holenderskiego systemu kształcenia zawodowego.  Prowadzimy wywiad z Denisem. Rozmowa będzie jednym z elementów naszej prezentacji podsumowującej nasze praktyki.

Marcel Stabel i Anita ( żona Henry’ego ) przewożą nas do Neunen – wioski, w której mieszkał i malował większość ze swoich obrazów Vincent van Gogh. Impresjonistycznych klimatów dzieł tego malarza dopełnia mgła, która towarzyszy nam już od jakiegoś czasu. Depczemy ścieżkami, po których spacerował ten syn miejscowego kaznodziei. Jeszcze fotografia przed domem Vincenta i wracamy do Wolfsven, gdzie czeka nas wyborny makaron z sosem w stylu bolońskim. Anita dba o nasze brzuszki, trzeba przyznać. Jeszcze obejrzymy film ( Sherlock Holmes ) i kierujemy się do świątyni Morfeusza. Jutro rano pobudka, rzecz nieunikniona.


22 listopada
Bartek pisze dzisiaj maturę próbną z polskiego, a my udajemy się do szkoły. Lider projektu przeprowadził dyskusję, dotyczącą planu działań na dzisiaj. Zaraz potem odbywamy spotkanie z managerem projektu (klientem), omawiając szczegóły związane z realizacją filmu. Wyposażeni w profesjonalny sprzęt wyruszamy w stronę centrum miasta. Prowadzimy wywiady z mieszkańcami miasta. Jednym z zadań naszego projektu jest stworzenie prezentacji z zabawnymi elementami. Dla naszej profesjonalnej ekipy nie jest to problemem. =) Po powrocie do domu jemy przepyszne hamburgery przygotowane ze świeżego mięsa przez naszego profesora. Czas na rozrywkę. Gramy w „tysiąca”. W środku gry odwiedza nas Ryan – uczestnik wymiany Maj 2011. Staropolskim zwyczajem zapraszamy go do gry. Profesor Dołowiec wygrał całą rozgrywkę. „Zemsta” Aleksandra Fredy kładzie  nas do snu. Dobranoc, karaluchy pod poduchy…


23 listopada
Równiutko o 8.00 spotykamy się przed recepcją w Wolfsven. Podróż do szkoły zajmuje ok. 20 minut. Mgła zamknęła lotnisko w Eindhoven. Chyba nasz pobyt będzie przedłużony, jeśli pogoda się nie zmieni. Wizyta w szkole zaczyna się jak zwykle od herbaty i kawy, spożywanych w towarzystwie holenderskich nauczycieli.

Rozpoczynamy pracę nad projektem. Staramy się pozyskać rozmówców spośród uczniów ROC TerAA do wywiadu w języku angielskim. Nie wychodzi. Zabieramy się za animację. Idzie nieźle. Pracujemy do 12.00. Dzisiaj w planie mamy wizytę w szkole ROC Leeuwenborg w Sittard w Limburgii. Budynek szkoły jest starszy od tego w Helmond, ale wydział ICT, który zwiedzamy z dużym zaciekawieniem, imponuje wyposażeniem sponsorowanym przez Cisco Systems. Idea jest następująca:

Firma Cisco sponsoruje wyposażenie specjalistyczne pracowni w sprzęt sieciowy. Uczniowie uczą się pracować na produktach tej firmy, a następnie w swojej pracy zawodowej dążą do korzystania jedynie ze sprzętu, który znają. Reklama dźwignią handlu. Uczniowie dodatkowo mają możliwość zdania egzaminu, potwierdzającego posiadanie umiejętności operowania systemami Cisco – certyfikat CCNA. Dokument uznawany na całym świecie. Kosmos !!!

Po wizycie w szkole w Sittard zmierzamy do browaru ( Brouweriij de Fontein ) w Stein. Umiejscowiony na obrzeżach miasta, raczej rodzinny, browarek oferuje 40 gatunków piwa, sporządzanego głównie z produktów uprawianych na okolicznej farmie ( wyjątek stanowi słód i chmiel, ale reszta składników powstaje nie opodal). Przemiła właścicielka zapoznaje nas z technologią produkcji piwa. Odkrywa przed nami dotychczas nieznane sekrety, związane z warzeniem. Trzeba przyznać, że jej wiedza jest imponująca. Symboliczna szklanka świeżego, wybornego, delikatnego, jasnego i niegorzkiego piwa kończy prezentację, po czym wybieramy się na zwiedzanie. Dodatkowe informacje dopełniają naszej wiedzy.

Wyruszamy do Wolfsven. W domku czeka na nas przygotowana wczesnym rankiem fasolka po bretońsku. Yummy. Anita zadbała o deser ( wypieki kilku rodzajów ). Czas na odpoczynek. : „ Za Szybcy, za Wściekli” - to na początek. A potem… we’ll see. Tak, czy owak idziemy wcześniej spać. Jutro czeka nas wizyta na najwyższej górze w Brabancji. Rowerami. 80 m n.p.m. Masek tlenowych nie będziemy potrzebować. Do jutra.


23 listopada
P.S. „We’ll see” okazało się proroctwem na wieczór. Knock, knock at the door – ktoś niewątpliwe puka. Otwieramy bramy naszego zamku. W gości przychodzą Denis, Thijs i Ferdie- uzcestnicy wymiany w maju 2011 w naszej szkole. „Szybcy i wściekli” poczekają do jutra. Obok telewizora stoi duży pojemnik z zestawem do pokera. Czynimy z niego użytek przegryzając holenderskimi ciastkami. Gramy do północy. Ranek blisko. Teraz naprawdę już koniec dnia. Bye.


24 listopada
Korki na ścieżkach rowerowych. Samochody jadą normalnie. Rower w Holandii zastąpił samochody, ale skutek jest dość nieoczekiwany.

Szkoła: Animacja części historycznej filmu została ukończona. Rozpoczynamy montaż filmu.

O 13.00 wyjeżdżamy ze szkoły samochodami. Docieramy na szczyt góry. Rowery gotowe i nasz downhill rozwiewa grzywki. Offroad na rowerach daje nam w kość. Tak lubimy.

Powrót do Wolfsven, a tu niespodzianka. Wspaniałe risotto głaska żołądki. Kochana Anita dostarcza kurze udka, które spożyjemy z puree ziemniaczanym. ( Profesorowie chyba skończyli szkołę gastronomiczną). Niektórzy z nas przygotowują sobie hot-dogi ze świeżo upieczonych bułek (mikrofala ma opcję grillowania). Kilokalorie uzupełniają nasz lekki deficyt energii.

Sporządzamy raport dzienny z projektu. Chcemy zrobić pranie. Niestety żetony dostępne tylko w recepcji, a ta już zamknięta. Pranie poczeka w torbach do jutra.

Łukasz przemierza ścieżki kempingu na rolkach. Jeszcze nie ma dosyć ;D

Łoki doki. Zaraz zregenerujemy swoje siły. Pozdrawiamy serdecznie.


25 listopada
Pierwszy sukces. Wstaliśmy. Najprawdopodobniej. To znaczy naprawdę, ponieważ dotarliśmy do szkoły. Spotkanie z liderem projektu owocuje ustaleniem planu na dziś. Montujemy nasz film do momentu, kiedy zostajemy zaproszeni na prezentację multimedialną wyników projektu jednego z holenderskich uczniów. W Holandii uczniowie realizują projekty edukacyjne przez prawie cały cykl nauki. ‘Project based method of learning’ ma na celu efektywne wykorzystanie wiedzy teoretycznej w praktyce. Po ok. 50 minutach wracamy do swojego projektu. W związku z tym, że uczniowie ROC TerAA nie chcą udzielić nam wywiadu, postanawiamy jeszcze raz eksplorować miasto i kręcić double.

O 14.15 wyruszamy nowiusieńką Micrą z 1989 roku (Yuri kupił nowy samochód, ponieważ poprzedni utopił w kanale – szczęście, że przeżył). Micra jeździ jak szalona. Jedziemy do muzeum maszyn tkalnych. Nasze miasto słynęło z przemysłu tekstylnego. Teraz wiemy na ile sposobów można sobie utkać. Otrzymujemy paski w barwach narodowych Holandii, produkowanych w muzeum. Większość warsztatów działa i to całkiem sprawnie. Po kawie i herbacie wracamy do Wolfsven.

Po obiedzie oglądamy Cleaveland Show ( w wersji angielskiej of korsik ). Odpoczywamy, ale współczujemy Bartkowi, który od trzech dni pisze próbne matury. Dla nas to jeszcze odległa przyszłość.

Łukasz ‘Mały’ zabrał nasze ubrania do pralni. Oczywiście pojechał łyżworolkami.

Jeszcze nie wiemy, co przyniesie wieczór :-)


26 listopada
Jajecznica z szynką na maśle =  śniadanie. O 10.00 czas rozpocząć następną przygodę i wyruszyć do Ravenstein. Ton van de Langerberg wita nas kawą i po parudziesięciu minutach oglądamy centrum bardzo malowniczego, 650 – letniego miasteczka. Przechadzając się jego uliczkami oglądamy zabytki. Oprócz kościoła w stylu neogotyckim spore wrażenie wywiera na nas jeden z większych wiatraków w Holandii. Nie możemy go zwiedzić. Szkoda. Sezon turystyczny minął, ale nie przeszkadza to dwóm zapaleńcom łowić ryby w jednym z wielu jezior, wypełniających centrum miasta. Klimatyczna przechadzka dobiega końca. Po małych zakupach (ktoś nam chyba podbiera kartony z sokami) zasiadamy do lunchu u Ton’a w domu. Paszteciki w cieście francuskim, krółasanty (jak się to pisze?) bułki, ser, wędliny, warzywka.

Posileni jedziemy do stacji radiowej, której właścicielem jest Ton. Został nim, ponieważ to jego hobby. Nie oczekuje zysku, choć pewnie trochę zarabia na tym interesie. Jest sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Nikogo nie zatrudnia, bo po co, jak można rozgłośnią kierować zdalnie. Muzyki, głównie utwory ‘oldies’ można posłuchać w okolicy Ravenstein, Helmond, Eindhoven. Żeby radyjko pacało musi być i nadajnik. Po 15-minutowej przejażdżce stajemy pod niezbyt wysokim transmiterem. Niezbyt wysokim, ponieważ nieopodal jest lotnisko i tak nakazuje prawo. Ton zaprasza nas do centrum nadawczego. Mały kontenerek + wyposażenie.

Jedziemy do Mill. Otwieramy drzwi. Wita nas Peter Peels (nauczyciel informatyki w ROC TerAA z żoną i synem.. WOW!!!!!! Pierwszy raz widzimy, że można sobie urządzić przytulne gniazdko do życia w byłej restauracji. 2 bary, rozległe przestrzenie, rzutniki multimedialne w kilku miejscach, stół bilardowy, stół obiadowy na 20 osób, wielka kuchnia ….. no i gitara. W gościnnych progach Pana Peels’a mamy w planie zjedzenie tradycyjnych holenderskich potraw. Kilka garnków zostanie zaraz napełnionych ziemniakami, marchewką, kalafiorami, siekaną sałatą i co tam Pani Bozia dała. Szkopuł w tym, że to my musimy je napełnić i nie ma z tym żadnego problemu. Idą w ruch obieraczki, noże, deski i inne temu podobne. Nasi profesorowie korzystają z chwili wytchnienia, a my zacieśniamy nasze relacje obierając ziemniaki. W menu są jeszcze inne smakołyki: shoarma, boczek, gulasz oraz wyborne słodycze. Ogólnie nie narzekamy na brak jedzenia, ale to będzie uczta, której nie zapomnimy. Nigdy.

Po przygotowaniu posiłku trzeba posprzątać. Wiedząc o tym (od niedawna) pod byle pretekstem czmychamy na krótki spacerek. Nasi oraz holenderscy profesorowie, zgodnie z przewidywaniami, stają przy zlewie i zmywają. I zmywają. W tym czasie, gościnne progi p. Peels’a przekraczają następni nauczyciele z ROC TerAA. Wracamy ze spaceru.

Przed posiłkiem prezentujemy film, zrealizowany w czasie pobytu Holenderskich uczniów i nauczycieli w naszej szkole w maju. Łukasz ‘Florek’ dostaje brawa. Zasłużone.

Jadło gotowe. Czas biesiadować. W jadalni (ok.120 metrów kwadratowych) roznoszą się zapachy, wzmagające chęć do zjedzenia wszystkich specjałów, spoczywających w pojemnikach, które tworzą stół szwedzki. Zasiadamy. Obiadowi towarzyszy muzyka, płynąca z kilkunastu głośników, rozmieszczonych w całym domu. Rzutniki wyświetlają sceny z teledysków. Is it real? Real nie real, jedzenie jest naprawdę wyśmienite.

Następny etap: Karaoke. Z utworami w języku angielskim dajemy sobie radę. Lepiej lub trochę gorzej.  Wkrótce śpiewamy już po holendersku. Holenderskie discopolo. Is it real? Sen jakiś? Nieważne.

Spotkanie nabiera tempa. Ludzka stonoga w naszym wykonaniu zacieśnia więzy przyjaźni polsko-holenderskiej. Godzina 22 z okładem. ‘Time to say goodbye’. To spotkanie zapadnie nam w pamięci na zawsze.

Do pójścia spać jednak jeszcze daleko. Profesorowie nasz opuszczają. My siadamy do laptopów.

Po pierwszej nawet my dajemy za wygraną. Jesteśmy ciekawi, co nam się przyśni.


27 listopada
Niedziela. O śniadaniu nie ma mowy, bo pobudka w porze obiadowej. Pulpety i kotlety z piersi kurczaka znikają błyskawicznie. Poprawiamy tabletkami musującymi z wapniem i magnezem. Na kolację też czujemy, że będą smaczne kąski.

Każdy robi, co chce. Relaks. W planie obejrzenie filmu „Sala samobójców”. Ponoć dobry.

Zapraszamy do naszej galerii. Wysłaliśmy parę fotek.

Pozdrawiamy bliskich, naszego dyrektora i nauczycieli. Do jutra.


28 listopada
Późna pobudka. Kolejka pod prysznic. Zapominamy o kanapkach do szkoły. Mamy słodkie ciastka, ale w czasie przerwy pójdziemy na spacer do Helmond i … hamburgery + frytki lądują, tam gdzie ich miejsce.

Dzień projektowy pracowity, jednak udaje się zrealizować nasze zamierzenia na dziś. Wreszcie dostajemy akceptację naszych działań. Podpis managera rozjarza japki. Hurray. We are the champions. Jutro kończymy montaż i zabieramy się za stronę internetową, a więc sporo wysiłku.

O 13 wyruszamy do Eindhoven. Najpierw kierujemy się do stacji telewizyjnej. Wchodzimy jednak do jakiegoś domu i wspinamy się po stromych, drewnianych schodach. Otwieramy drzwi do urządzonego w stylu rustykalnym (tak twierdzi profesor) wnętrzu. Kilku ludzi siedzi przy stole obiadowym i klepie na lapkach. Tak, to jest studio telewizji. Internetowej, jak nam wyjaśniono. W następnych pomieszczeniach pracują pozostali. Już wiemy jak się tworzy Internet TV. Dodatkową działalnością stacji jest pomaganie bezdomnym. Każdy w potrzebie może tu przyjść i otrzymać plecak „Survival Kit” z matą, śpiworem i innymi gadżetami. Uczniowie z ROC TerAA odbywają tu praktyki zawodowe, organizowane przez Henry’ego van Wanrooij’a.

Już nie możemy doczekać się następnego punktu: Stadionu PSV Eindhoven. No i w drogę. Szybkim tempem przemierzamy centrum miasta. Sklepy, jadłodajnie ( a tu burczy w brzuchu ) i w końcu… Jeeeeest. W centrum miasta stadion słynnego klubu. Ze stacją kolejową łączy go kładka w kształcie rurociągu. Po co? Ano po to, żeby prosto z pociągu przejść na trybuny. Nie chcą chuliganów w mieście. Sprytne. Wjeżdżamy na piętro schodami ruchomymi. Jan wybiera schody, które jadą na dół, ale i tak jest pierwszy na górze. Skąd on ma tyle pary w gwizdku- profesorowie nie mogą sobie wytłumaczyć. Przechodzimy przez kawiarnię i przed oczami mamy 35 tysięczny stadion PSV, sponsorowany przez Philipsa. We like it, we like it, yes, yes, J Po zrobieniu fotek zostajemy zaproszeni na chłodne napoje, kola, sprite, toaleta i …………. nad pisuarem wisi potężna rama z biletami ze spotkań, odbytych w tym miejscu. Jest co czytać, więc czytamy. Jeszcze tylko sklep firmowy i spacerkiem (rekreacja) wracamy 4 kilometry do samochodów.

Już Wolfsven. Nasz castle. Robimy sobie hot-dogi z upieczonych na grillu chrupiących bułeczek. Gooood. Lekker. A w wielkim garze pyrkolą schaboszczaki. Na razie nie chcą zmięknąć, ale je zmusimy. W TV Family Guy- ćwiczymy angielski oraz przeponę ze śmiechu.

Po obiedzie pójdziemy spać. Ta…. tratata. Chyba, że dostaniemy odgórny rozkaz, na co niestety wszystko wskazuje. A może nie??? E… jednak tak. See U TMRW. No już idziemy, panie Profesorze ( i rymujemy ).

P.S.

A jednak wyszło na nasze. Knock, knock i deżawu. W gości przychodzą Denis, Gijs i Ferdie. Staropolskim zwyczajem witamy przybyłych. Czym chata bogata: ciastka, orzeszki, mandarynki. Laptop w ruch i oglądamy fragmenty materiału nakręcone podczas pobytu. Przepona w ruch, koła w ruch. Powoli ospale… Florek (Łukasz) stworzy z tego film.

Wylogowanie następuje po północy. Kto, lub co nas zaloguje na nowo?


29  listopada
Dzisiaj po dwie bułko-kanapki na głowę czekają na stole. Nie zostawimy niczego przypadkowi. Zabieramy śniadanie do szkoły a w domku jeszcze po łyku jogurtu. Wyruszamy na podbój ROC TerAA.

Oddaliśmy raporty managerowi i zaczęliśmy pracę nad podcastami. Nasz manager – Ton towarzyszył nam nieustannie i służył pomocą.

O 13.45 jedziemy do Eindhoven. Dzisiaj w planie jest zwiedzanie, jakże inaczej. Muzeum DAF prezentuje się okazale. Kupujemy bilety, otrzymujemy ulotki i eksplorujemy wystawy. Ciężarówki, stare, nowsze i najnowsze, modele silników z odsłoniętymi najważniejszymi elementami, auta osobowe wypolerowane jak lakierki i wyścigówka. Centrum muzeum stanowi model rynku holenderskiego miasta z domami w tutejszym stylu. Jeszcze pobawimy się grami komputerowymi i zasiadamy w kawiarni. Po coli i w drogę do centrum. Znów deżawu. Tym razem wchodzimy do ogromnego kościoła. Pusto. No to idziemy do restauracji. Trochę bolą nogi i trzeba porozmawiać z profesorami na temat projektu. Wieczorem może nie być na to czasu.

O 17 z minutami jesteśmy pod szkołą ROC Eindhoven. 20 000 uczniów pobiera naukę w kilku budynkach rozsianych po całym mieście. Gmach, przed którym stoimy jest siedzibą wydziału gastronomicznego. Ale jego wnętrze nie ma nic wspólnego z naszym gastronomikiem. Wchodzimy do restauracji. No i nogi nam się rozłażą, bo to chyba 5 gwiazdkowy lokal. Zarówno kucharze, somelierzy, jak i kelnerzy to uczniowie. Zasiadamy do wieczerzy. Starter: grillowana pierś z kurczaka, sałata rucola, grzanki, mandarynki. Do popicia aperitif – różowe wino musujące. Obok talerzy kilka widelców i noży, kieliszków i szklaneczek. Poprosimy instrukcję obsługi. Oj będzie się działo. Zupa: pomidorowa ze świeżych pomidorów. Drugie do wyboru: zawijas z ryby w boczku lub cielęcina w sosie grzybowym. Dokonujemy wyboru. Zajadamy się. Dwóch z nas kusi się na popijanie do dania odpowiednio białego lub czerwonego wina. Robi się gorąco. Kelnerzy uwijają się jak w ukropie. Kiki, jedna z kelnerek wpada w oko Jankowi. Po chwili już ma jej fejsika. Deser: mus o smaku cytrynowym zabajone z owocami na zimno. Jeszcze słodycze, czekoladki, ptysie i ciasteczka. No i kawa oczywiście. I herbata. Jeszcze na koniec woda mineralna i jesteśmy pełni. Pamiątkowe zdjęcie z kelnerką. Podziękowania dla kelnerów i kucharzy. Kurtki na plecy i wielki odlot do Wolfsven. 21.00 jesteśmy w domku-chyba nie mamy już siły na nic. Tylko nasz dziennik pokładowy zajmuje jeszcze parę minut i zaraz sami, z własnej nieprzymuszonej woli wsuwamy się do wyrek.

Dziękujemy Marcelowi, Henry’emu, Anicie i Marion za wspaniałe przeżycie.

Jutro nowy dzień. Tym razem cały poświęcony pracy. No to papaty.


30 listopada
…….. jakby tu powiedzieć. Dziwnym zbiegiem okoliczności…., smaczna kolacja wczoraj…., a może….., szkoda słów. No dobrze, przyznajemy się. Zaspaliśmy do szkoły. Tylko my wiemy, co to oznacza w perfekcyjnym kraju, jakim jest Holandia. Nurtuje nas pytanie. Dlaczego wszyscy zaspali, łącznie z profesorami. Dotychczas było to nie do pomyślenia. Zaczynamy się domyślać. To był plan. Za karę pracujemy nad projektem do 17 zamiast 13.30. Warto było zaspać, ponieważ prawie go skończyliśmy.

Po powrocie wcinamy medaliony z piersi kurczaka, puree ziemniaczane, brokuły i popijamy pomidorówką.  Czas na relaks.

Pogoda na dzień powrotu 4.12 niedziela; cyklon z ulewami i wiatr 120 km/h. Lotniska będą nieczynne….. Znowu deżawu? Odlecimy, ale chyba w kosmos z Canaveral. Autobusem nie wrócimy, bo nie można używać toalet. Jeśli się uda przebookujemy bilety i będziemy kilka dni później. A wtedy Holandia, perfekcyjny kraj popamięta nas długo. My wcale nie żartujemy. Polska ładna kraja i Holandia też.

Dobranoc.


1 Grudnia

Siąpi deszczyk i wiatr duje, ale niezbyt się rymuje. Pobudka o 6. Janek nie protestuje. Pakujemy buły, owoce i dobre humory do aut, czekających na nas, holenderskich nauczycieli. Jazzowe dźwięki, sączące się z lapka profesora towarzyszą nam do wyjścia. Czy o czymś zapomnieliśmy? Oj tak. Łukasz ‘Mały’ nie wyrzucił śmieci. „Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie?”

Dzisiaj mamy zakończyć pracę nad projektem. Wczorajszy wysiłek zaowocuje skończeniem zadania w terminie. Już wiemy, że musimy zrobić prezentację. Ale to był plan na piątek. Na szarady nie da rady. Zabieramy się do pracy. I tak wkoło jest wesoło, hej.

Prezentacja gotowa, jeszcze tylko małe poprawki i gitara.

O 13 wyruszamy do ROC Koning Willem I. Wpadamy na herbatę i kawę i zwiedzamy następną szkołę. Dostajemy gadżety. Latarki LED wyświetlające logo szkoły. Fajny pomysł na promocję. Znów Cisco systems kłują w oczy.

Marsz, rekreacja> Oki doki, i na kulki. W Hertogenbosch serwują słodycze, słodsze od cukru. To tradycyjne wyroby, podobne do naszych bajaderek. Lekker. Jeszcze zwiedzamy starówkę. Naprawdę ładna. Jan Jaap wiezie nas na zakupy.

Jutro nie idziemy do szkoły. Strajk? Niee. Będziemy pracować w domku nad ostatnimi poprawkami.

Wracamy do zamku w Wolsfsven, a tu hamburgery, cheesburgery ( jak zwykle ze świeżego mięska ), fasolka szparagowa, puree, brokuły, ziemniaki pieczone na grillu. Naprawdę to się dzieje. Profesor nas rozpieszcza. Czasem.

Zaraz oglądamy „Nie zadzieraj z fryzjerem”. Przedtem planujemy jutrzejsze spotkanie z holenderskimi uczniami. Będą naszymi gośćmi. Jakie by tu menu ustalić. Jeszcze nie wiadomo. Już znamy się na planowaniu, więc wyjdzie na pewno.

Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i do jutra.


2 Grudnia

Bartek nagle wyzdrowiał, cud nad AA.

Jutro w planie głównie BBQ u pana van de Elzena. Jeśli powtórzy się scenariusz z ostatniej gorączki sobotniej nocy z panem Peelsem, będzie kolejne odjechane wspomnienie do kolekcji.

p@p@tki


3 grudnia

Spanie do 10, ale oczy całe sklejone. Zapach świeżych bułek sprowadza nas na dół. Śniadanie.

Anita przywozi ostatnią dostawę smakołyków. Zaraz po tym wielkie sprzątanie. 2 godziny na szczotce i ze szmatą. Nawet okna wymyliśmy. Profesor z Florkiem robią ostatni obiad: piersi z kurczaka, ziemniaki w mundurkach i czerwona kapusta. Czas tak szybko mija.

17.00 wyruszamy do Eerde. 25 km od Helmond. Richard van den Elzen codziennie przemierza ten odcinek do pracy rowerem. Klimatyczna chatka wita nas ogromnym grillem. Specjały poustawiane na stołach. Zaczynamy wielkie grillowanie. Nie ma tyle pamięci w komputerze, żeby opisać, co jedliśmy.

Czas na prezentację. W języku angielskim dokonujemy przedstawienia efektów naszych działań. Nasz film wzbudza entuzjazm. Będzie dostępny na naszej stronie.

Czas na oficjalną wymianę podziękowań. Dostajemy prezenty (możemy zjeść profesorów, bo jednym z nich jest dwupak M&M) i list od św. Mikołaja.

Profesor podsumowuje wymianę. Jeszcze pogramy w piłkę nożną i przed 23 jedziemy do naszego zamku.

Z wielką nadzieją na powrót samolotem do naszej ojczyzny kładziemy się spać. I to by było na tyle. Oto Szadoki. Zamykamy dziennik i pozdrawiamy wszystkich serdecznie.

Drużyna A, a nawet AA.

Galeria Holandia 2011

Biuletyn Informacji Publicznej
 

Projekty

logo zpodpisemUE 0609

25brygada
wat
 
logooscdr
CWKM logoopw logo
logo piony KM
 
EU flag Erasmus vect POS
 
CMI baner na stronę www
ecdl
  ose
szkola mistrzow programowania
sks   logo bezpieczna projekt
kulturabezp
 

Wywiadówki

22.09.2021 - kl. I i kl. II
23.09.2021 - kl. III i kl. lV
18.11.2021 - kl. I i kl. II

19.11.2021 - kl. III i kl. lV
16.12.2021 - kl. lV
27.01.2022 - kl. III i kl. lV

28.01.2022 - kl. III
27.04.2022 - kl. I i kl. lI

28.04.2022 - kl. III

Dzwonki

1.    7.45   -  8.30
2.    8.35   -  9.20
3.    9.25   - 10.10
4.   10.20  - 11.05
5.   11.10  - 11.55
6.   12.15  - 13.00
7.   13.05  - 13.50
8.   13.55  - 14.40
9.   14.45  - 15.30
10. 15.35  - 16.20

Zespół Szkół Ponadpodstawowych Nr 1
97-200 Tomaszów Mazowiecki
ul. Św. Antoniego 29
www.zsp1.edu.pl

zsp1@zsp1.edu.pl
zsp1.sekretariat@onet.eu

Sekretariat (centrala):

tel: 44 7245515 
fax: 44 7242475

Dyrektor ZSP 1
mgr Dariusz Kwiatkowski

Wicedyrektor
mgr Jolanta Nikodemska

Wicedyrektor ZSP 1
mgr Urszula Seredyn

Copyright (c) ZSP nr 1. All rights reserved.
Designed by zsp1.edu.pl